Bezpieczni w sieci z OSE: online’owy nudging

Nieustanne reagowanie na powiadomienia, niekończący się wir scrollowania, stała potrzeba zerkania na telefon, niezależnie od sytuacji – znacie to? Jeśli tak, to niekoniecznie oznaka Waszej słabej woli, ale… specyfika technologii. Dobra wiadomość: można sobie z tym poradzić.

Dziś Dzień Wagarowicza. Absolutnie nie doradzamy opuszczania z tej okazji lekcji. Mamy za to inną propozycję: „wagary” od internetu. Gotowi?

Czym jest nudging?

Zacznijmy od wyjaśnienia tytułowego pojęcia. Nudging (ang. impuls, szturchnięcie, trącenie łokciem) to strategia wpływania na ludzi poprzez stwarzanie takich warunków, które kierują („szturchają”) ich ku wyborom i zachowaniom pożądanym przez dostawcę danej usługi.

Jak to odnieść do aktywności w sieci? Bardzo prosto. Serwisy społecznościowe czy aplikacje są projektowane tak, żeby użytkownicy chcieli z nich korzystać jak najdłużej i jak najczęściej. Ich twórcy bazują nie tylko na rozwiązaniach technologicznych, ale również na danych psychologicznych. Wszystko po to, aby jak najbardziej przywiązywać do swoich produktów.

– Większość użytkowników smartfonów nie wyobraża już sobie bez nich życia. Choć część z nich doskonale pamięta czasy, w których mapa zastępowała nawigację, płyta CD serwis streamingowy, a papierowa gazeta – portal informacyjny. Siła przyzwyczajenia, a w skrajnych przypadkach nawet uzależnienie, są zbyt duże. Tym bardziej nie dziwi fakt, że tak bardzo podatni na nadużywanie urządzeń ekranowych są młodzi ludzi – dzieci i nastolatki, które właściwie nie znają innego świata, bo urodziły się już w erze cyfrowej – tłumaczy Anna Borkowska, ekspertka ds. edukacji cyfrowej w NASK.

Jak to działa?

Zastanawiacie się, jakie konkretnie są przejawy nudgingu w sieci? Zapewniamy, że z dużą dozą prawdopodobieństwa wszyscy, przynajmniej od czasu do czasu, dajecie się „szturchnąć”. Teraz konkrety, czyli kilka przykładów:

  • Powiadomienia typu „push”. Już sama nazwa wskazuje na to, że mają nas „pchać” (ang. push) do interakcji. Kto nie zareaguje na informację o nowej wiadomości, komentarzu do swojego posta, czy dobrej promocji? Większość z nas to zrobi. Dodatkowo – często zerknięcie na telefon „tylko na chwilę” zaangażuje naszą uwagę na znacznie dłużej.
  • Autoodtwarzanie i niekończący się feed. Nie bez powodu serwisy, zarówno społecznościowe, jak i streamingowe, są konstruowane tak, że nigdy nie dojdziemy do końca treści. To sprawia, że materiały online można przewijać przez bardzo długi czas, a poczucie braku limitu zwiększa szanse na to, że zostaniemy online.
  • Kontynuacja historii. Kto nie chciałby wiedzieć, co będzie dalej? Wszyscy chcemy. Nie bez powodu twórcy dzielą publikowane materiały na części. Pomysł jest oczywiście zaczerpnięty z seriali, ale chętnie wykorzystują go np. influencerzy.
  • Cliffhangers. To kolejny zabieg ze świata filmowego, czyli budowanie napięcia. Jeśli odcinek serialu kończy się w najbardziej emocjonującym momencie, a na kolejny nie trzeba już czekać tydzień, bo odtwarza się automatycznie… To jak powiedzieć: stop? Przecież chcemy wiedzieć, co będzie dalej! Dlatego – oglądamy jeden odcinek za drugim .
  • Personalizacja. Każdemu z nas proponowane są treści dostosowane, na podstawie dotychczasowej aktywności w sieci, do naszego gustu i zainteresowań. Służą temu tzw. pliki cookies, umożliwiające zapisywanie preferencji użytkownika oraz algorytmy wykorzystujące sztuczną inteligencję. To kolejna pułapka, bo dzięki tym zabiegom zawsze „trafimy” w internecie na coś, co nas zainteresuje.

Jak widzicie, nudging w sieci jest wszechobecny. Trudno przed tym uciec, ale na pewno warto mieć świadomość pewnych mechanizmów i walczyć z nimi – tak, aby w tym wszystkim zadbać przede wszystkim o siebie.

Postaw na zmiany

Tylko jak to zrobić? Polecamy metodę małych kroków – ta będzie najbardziej skuteczna. Zanim przejdziecie do zmian, przyjrzyjcie się swoim nawykom i temu do czego prowadzą.

– Jednym ze znaków naszych czasów jest wielozadaniowość, w tym multiscreening. Prowadzimy samochód, rozmawiając jednocześnie przez telefon, odpisujemy na maile i robimy zakupy online, oglądamy film, ale reagujemy na powiadomienia albo scrollujemy media społecznościowe. Choć czasami zapewne wydaje nam się, że tak trzeba lub że to w niczym nie przeszkadza. To błąd – mówi Anna Borkowska z NASK.

Multiscreening w znacznym stopniu przyczynia się do pogorszenia koncentracji, zwiększenia cyfrowego stresu czy problemów ze snem. Dotyczy to wszystkich, ale szczególnie młodych ludzi. Dlatego tak ważne jest, aby rozsądnie korzystać z urządzeń ekranowych. Co to oznacza?

– Zadbajmy o higienę cyfrową. Oczywiście nie oznacza to rezygnacji z technologii w ogóle, ale raczej zachowanie równowagi online-offline i świadomy wybór pozostawania przez jakiś czas poza siecią. Gdy pracujemy nad czymś ważnym, postarajmy się koncentrować na jednej czynności w danym momencie. Tylko wtedy będzie to czas wykorzystany efektywnie, bez rozpraszaczy. Wchodząc na spotkanie ze znajomymi wyłączmy powiadomienia, nie korzystajmy ze smartfona co najmniej na godzinę przed snem. To tylko kilka podpowiedzi – dodaje ekspertka NASK.

Nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień wejść w cyfrowy detoks – chyba, że ktoś akurat ma taką potrzebę. Zachęcamy Was do tego, aby przyjrzeć się swoim nawykom i wprowadzić zmiany na lepsze. Jakie konkretnie? To powinna być Wasza indywidualna decyzja.

Polecamy również nasz najnowszy poradnik, stworzony w ramach OSE – „Mniej znaczy więcej. O multiscreeningu i wielozadaniowości”. Jeśli chcecie poznać więcej praktycznych wskazówek, a także wyniki badań i ciekawostki – koniecznie przeczytajcie!

21.03.2024

Najnowsze artykuły

Bezpieczni w sieci z OSE: online’owy nudging - Ogólnopolska Sieć Edukacyjna