
5 pytań o… naukę o dezinformacji
W kolejnym wywiadzie z cyklu „5 pytań o…” poruszamy ważny i aktualny temat – mówimy o dezinformacji i sposobach przybliżania uczniom tego zagadnienia. Na co zwracać uwagę w sieci, w tym w mediach społecznościowych? Jak rozmawiać z młodymi o nieprawdzie w internecie? O odpowiedzi na te i inne pytania poprosiliśmy Mateusza Mrozka, kierownika Działu Przeciwdziałania Dezinformacji w NASK.
W obecnych czasach, gdy wojna dezinformacyjna stała się rzeczywistością, zewsząd słyszymy, że „trzeba nauczyć młodych weryfikowania nieprawdy w sieci”. Czy można mówić o uniwersalnej recepcie, złotych poradach, które faktycznie pomogą uczniom odnaleźć się w gąszczu internetowych doniesień?
Mateusz Mrozek: Pierwszą i najskuteczniejszą umiejętnością, która pomoże młodym w odróżnieniu prawdy od dezinformacji, jest zdolność krytycznego myślenia i chęć do dociekania i zadawania sobie pytań. Dzięki tym teoretycznie prostym w wyćwiczeniu umiejętnościom, odbierając informację – czy to w sensie fizycznym, czy w cyberprzestrzeni – powinniśmy zacząć zadawać sobie pytania. Kto mi to mówi? Po co? Dlaczego właśnie w tym momencie? Czy ma mnie do czegoś zachęcić, czy zniechęcić? Oczywiście nie mówimy tu o analizowaniu wszystkich wiadomości, które do nas trafiają, a jedynie tych, które wzbudzają silne emocje. Nie ma znaczenia, czy są one pozytywne, czy negatywne – zawsze w takiej sytuacji należy włączyć krytyczne myślenie.
Nie wierzcie w to, co przeczytacie czy zobaczycie w jednym źródle. Szukajcie kolejnego, najlepiej takiego, które pokazuje drugą stronę, inną perspektywę. Jeżeli widzicie np. powieloną treść depeszy Polskiej Agencji Prasowej, wszystkie te „przedruki” traktujcie jako jedno źródło. Szukajcie dalej takiej informacji, która da przeciwwagę do stawianej tezy – wówczas możemy mówić o kolejnym źródle. Sprawdzenie tego drugiego źródła jest niezwykle ważne.
Zawsze należy też próbować dotrzeć do pierwotnego źródła informacji. Jeżeli macie do czynienia z materiałem wideo czy wypowiedzią kogoś wysoko postawionego, sprawdźcie, czy nie jest to wycięty fragment dłuższej rozmowy. Taki zabieg najczęściej pozbawia wypowiedź tego, co najważniejsze – kontekstu. Do sprawdzenia prawdziwości zdjęć użytych w artykułach czy postach korzystajcie z wyszukiwarki obrazów – to pozwoli dociec, czy i w jakim kontekście pojawiała się ta fotografia i kiedy została użyta po raz pierwszy.
Coraz częściej pierwszym źródłem wiedzy o bieżących sprawach, zwłaszcza dla młodych ludzi, są media społecznościowe. Czy istnieje prosty sposób na sprawdzenie prawdziwości postów czy filmików zamieszczanych w sieci? Na co powinniśmy zwracać szczególną uwagę uczniów?
Mateusz Mrozek: Powinniśmy skupić się na tym, co jest źródłem podstawowym, czy filmik pokazywany jest w całości, czy jest to tylko jego fragment. Należy zwrócić uwagę na jakość materiału wideo – jeżeli np. rozdzielczość jest słaba, jego wiarygodność powinna być w naszym odbiorze mniejsza. W przypadku kiepskiej jakości nagrania lub nienaturalnie poruszających się elementów twarzy możemy przypuszczać, że materiał jest zmanipulowany i może być to tzw. deepfake (technika obróbki obrazu, polegająca na łączeniu obrazów twarzy ludzkich przy użyciu sztucznej inteligencji). Należy zwrócić uwagę na to, kto udostępnił wideo, kto o nim pisze – wystarczy wpisać słowa kluczowe w wyszukiwarce. W ten sposób sprawdzicie też, w jaki sposób poważne źródła interpretują dane nagranie i czy w ogóle o nim dyskutują – to również uwiarygadnia całość narracji wynikającej z filmu.
Jeśli chodzi o posty, sprawdzajcie przede wszystkim konto, z jakiego informacja została udostępniona. Weryfikujcie, kiedy konto zostało założone, co było na nim publikowane, czy treści są do siebie podobne, czy użytkownik udostępnia jakieś treści lub komentuje – a jeśli tak, to w jaki sposób. Jak wygląda jego zdjęcie profilowe: czy jest prawdziwe, czy jest to jakiś abstrakcyjny obraz? Dopiero na tej podstawie możecie wyrobić sobie zdanie na temat konkretnego profilu.
Warto pamiętać, że ludzie, publikując cokolwiek w internecie, starają się zadbać o wiele rzeczy, dlatego problemy ze składnią, błędy gramatyczne czy interpunkcyjne powinny zapalić czerwoną lampkę ostrzegawczą. Jak to działa? Wystarczy otworzyć translator i przetłumaczyć jakąś frazę na język angielski i następnie z powrotem na język polski. Zauważycie, że mimo iż zdanie nadal będzie po polsku, to jego szyk stanie się nienaturalny.
Z jakimi innymi przykładami dezinformacji możemy na co dzień zetknąć się w sieci?
Mateusz Mrozek: Przede wszystkim dezinformacja jako zjawisko nie jest czymś nowym. Najlepiej widać ją z perspektywy czasu, a najłatwiej rozpoznać i rozliczyć po skutkach, jakie za sobą niesie. Oczywiście nie dotyczy wyłącznie świata cyfrowego – przykładem może być niedawna informacja dotycząca zaopatrzenia sklepów w cukier. 37% osób dowiedziało się o rzekomym braku cukru od swoich bliskich lub znajomych. To pokazuje, że plotki, wyrywanie danych z kontekstu, uproszczenia to bardzo częste nośniki dezinformacji. Jednak głównie kanalizuje się to w postaci jakiegoś posta czy wideo.
W języku polskim dezinformacją nazywamy wszystko, co ma związek z nieprawdą – coś, co robimy intencjonalnie, nieintencjonalnie lub złośliwie. Po angielsku dezinformacja intencjonalna, którą np. obecnie rozpowszechniają Rosjanie, to disinformation. Ta, którą widzimy najczęściej, czyli powielanie nieprawdziwych i niezweryfikowanych informacji przez użytkowników, bezkrytycznie przekazujących zmanipulowane treści, to misinformation. Tego typu materiały są udostępniane bez intencji wyrządzenia krzywdy. Wyróżniamy jeszcze malinformation, czyli złośliwe lub szkodliwe wiadomości – informacje prawdziwe, udostępniane z intencją wyrządzenia krzywdy. Tu mówimy np. o koncie trolla, które wykorzystuje zdjęcie profilowe i nazwę jakiegoś oficjalnego urzędu i pisze rzekomo w jego imieniu.
Umiejętność rozpoznawania dezinformacji, propagandy i manipulacji staje się na naszych oczach jedną z cenniejszych obecnie kompetencji. Czy nauka o tych zjawiskach powinna rozpoczynać się w szkole ponadpodstawowej, czy może jednak warto rozmawiać o prawdzie i nieprawdzie online również z młodszymi dziećmi?
Mateusz Mrozek: W moim rozumieniu walka z dezinformacją w szkole powinna polegać po prostu na dobrym wykonywaniu zawodu nauczyciela, nie do końca w związku z samym zjawiskiem i bez przypisywania działań do konkretnego wieku. Wyrabianie mądrych postaw nie wymaga przedstawiania skomplikowanych formułek, uprzedmiotowienia dezinformacji jako pozycji naukowej, bo w takim przypadku to rzeczywiście staje się skomplikowane i nie jestem pewien, czy w szkole średniej aparat krytyczny młodego człowieka będzie na to gotowy.
Jeżeli podejdziemy jednak do tego procesowo i podzielimy na konkretne kompetencje, które musimy w ramach tego procesu opanować, to tak naprawdę tę naukę można zacząć już w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Chodzi o wpojenie uczniowi tego, że ma prawo zadać nawet najgłupsze pytanie, zaszczepienie w nim takiej ciekawości świata, że kiedy będzie przechodził przez ulicę Leona Berensona, sprawdzi, kim ten człowiek był. To jest ta wartość, której powinien oczekiwać każdy człowiek walczący z dezinformacją od ludzi, którzy kształcą dziś młode pokolenie.
Skoro mówimy o rozmowie z młodymi na temat dezinformacji, zatrzymajmy się na chwilę nad tym, w jaki sposób skłaniać uczniów do krytycznego myślenia. Jak zainteresować ich koniecznością weryfikowania informacji? Jakie narzędzia im polecać?
Mateusz Mrozek: Przede wszystkim nie naciskać nadmiernie na to, żeby wszystko sprawdzać, bo to może przynieść odwrotny skutek. Ważne, żeby chęć weryfikacji informacji pojawiała się świadomie w kluczowych momentach. Kiedy młody człowiek natrafi w sieci na informację, która wywoła u niego silne emocje, to właśnie wtedy w jego umyśle powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. Jako rodzice czy nauczyciele starajcie się umiejętnie pokazać im drogę, którą będą chcieli podążać, budujcie ją w poczuciu zaufania, że dadzą radę. Nauka myślenia krytycznego to także bardziej rozsądne przyjmowanie treści z telewizji, prasy czy radia. Tu już nie chodzi wyłącznie o dezinformację, tylko o świadome uczestnictwo w życiu publicznym – ta wartość jest wielopłaszczyznowa.
Godne polecenia narzędzia są bezpłatne. Do weryfikacji treści z Twittera posłuży TweetDeck. Zdjęcia i wideo sprawdzicie w wyszukiwarce Google lub TinEye czy PimEyes. Są także narzędzia do monitorowania mediów, które proponują darmowy okres próbny. Newspoint, Brand24 czy Sotrender dają możliwość zagłębienia się w temat, który aktualnie poruszany jest przez całe społeczeństwo. Jest także narzędzie web.archive.org, pozwalające sprawdzić, jak konkretna strona wyglądała w przeszłości, kiedy powstała, co było na niej publikowane. To oczywiście tylko niektóre z narzędzi, które zdecydowanie ułatwią dążenie do prawdy.
Dziękujemy za rozmowę!

