5 pytań o… cyberprzemoc w szkole

W dzisiejszej rozmowie po raz kolejny przyjrzymy się cyberprzemocy, której doświadcza już co piąty nastolatek. Prof. UAM dr hab. Jacek Pyżalski odpowie na pytania o przyczyny internetowej agresji, szkolne działania profilaktyczne oraz relacje rówieśnicze w dobie pandemii.

Cyberprzemoc to drugi problem, który przybliżamy w ramach cyklu „Bezpieczni w sieci z OSE”. Oprócz poradnika dla nauczycieli, scenariusza zajęć i infografik przygotowaliśmy dla Państwa jeszcze wywiad z wyjątkowym gościem – prof. UAM dr. hab. Jackiem Pyżalskim, pedagogiem, pomysłodawcą i koordynatorem licznych projektów badawczych (w tym dotyczących agresji elektronicznej), autorem wielu publikacji.

Zapraszamy także do zapoznania się z materiałami dotyczącymi cyberprzemocy dostępnymi m.in. na platformie OSE IT Szkoła (pisaliśmy o nich w tekście „Niebezpieczne zjawiska w internecie: cyberprzemoc”) oraz wywiadem „5 pytań o… cyberprzemoc” z Anną Borkowską, ekspertem Akademii NASK.

Kończy się kolejny rok szkolny, który zapamiętamy na długo, głównie ze względu na przeniesienie edukacji z klas i ławek przed ekrany komputerów. Zdalne lekcje z pewnością na zawsze zmieniły oblicze polskiej szkoły. A jak czas przymusowej izolacji wpłynął na kontakty rówieśnicze?

prof. UAM dr hab. Jacek Pyżalski: Mówiąc o pandemii i jej wpływie na relacje rówieśnicze, bardzo często lubimy formułować zdecydowane, skrajne poglądy. Mówimy np., że te relacje całkowicie się zaburzyły, że zniknęły, że młodzież była ich pozbawiona. To nie jest prawda, to radykalne ograniczenie kontaktów dotyczyło tylko pierwszego okresu pandemii, gdy te spotkania faktycznie były zakazane. Później już duża część młodych ludzi się jednak spotykała, a poza tym młodzi cały czas mieli te kontakty zapośredniczone, przez internet, które też są przecież realnymi kontaktami. Myślenie, że młodzież w ogóle się nie kontaktowała, jest przesadzoną wizją rzeczywistości.

Sami młodzi ludzie – co potwierdzają badania, np. „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa”* – oceniają relacje rówieśnicze w dobie przymusowej izolacji w bardzo zróżnicowany sposób. Połowa mówiła, że im się te relacje pogorszyły, że przed pandemią były dużo albo trochę lepsze, ale to jest aż (albo tylko) połowa badanych. Około 39% stwierdziło, że te relacje są takie same, nic się z nimi nie stało w czasie zamknięcia szkół. Było nawet 5% takich młodych ludzi, którzy uznali, że te relacje są obecnie lepsze – obecnie, czyli w czasie edukacji zdalnej. Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co się stało z tymi kontaktami rówieśniczymi. Okazuje się też, na szczęście, że duża część młodych ludzi wróciła do szkoły, w której istnieją więzi z rówieśnikami. Widzimy, że ten okres w bardzo zróżnicowany sposób wpłynął na relacje i ich postrzeganie przez młodzież.

* Wyniki badania w wersji PDF do pobrania na stronie zdalnenauczanie.org

Dzieci i młodzież z roku na rok coraz więcej czasu spędzają w sieci – potwierdzają to chociażby wyniki najnowszego badania „Nastolatki 3.0”. Dorośli często tracą kontrolę nad aktywnościami swoich dzieci i uczniów online, co powoduje, że młodzi użytkownicy sieci często narażeni są na różne niebezpieczeństwa, w tym cyberprzemoc. Czy agresja w internecie zawsze jest lustrzanym odbiciem przemocy znanej ze szkolnych korytarzy i podwórek?

JP: Przemoc tradycyjna i online zwykle występują równolegle. Pamiętajmy, że cyberprzemoc to forma przemocy. Niektórzy nazywają ją „starym winem w nowej butelce”. Mamy do czynienia ze zjawiskiem, które ma podobne mechanizmy, podobną konfigurację, ale różni się właśnie formą. Kolejność może być dowolna – nie ma przecież reguły, czy najpierw robi się komuś nieprzyjemne kawały, czy się go przezywa. Można robić i to, i to, a równolegle można jeszcze napisać o nim nieprzyjemne rzeczy na jego profilu czy wysłać mu przez komunikator. Internet jest tutaj przestrzenią działania przemocowego – działania tradycyjnego.

Lubimy robić z cyberprzemocy kompletnie nowe zjawisko, osobne, ale moim zdaniem na tym bardzo tracimy, jeśli chodzi o profilaktykę. Wtedy zaczynamy się zajmować ekskluzywnie tą formą, a to tak, jakbyśmy zajmowali się np. tylko przezywaniem. Próba takiego wyodrębnienia, okopania tej formy przemocy nie może nam służyć.

Nietrudno się domyślić, że cyberprzemoc niesie za sobą przykre skutki dla ofiary, takie jak poczucie osaczenia, bezradność, upokorzenie, lęk czy zaniżone poczucie własnej wartości. Kto jest narażony na akty internetowego prześladowania?

JP: Trzeba tutaj rozróżnić cyberprzemoc osadzoną w środowisku rówieśniczym, bliskim, np. w klasie szkolnej, od agresji związanej z szerszym funkcjonowaniem w sieci, gdzie np. piszę coś na anonimowym forum, a ktoś, kogo kompletnie nie znam, się do tego odnosi. Choć nazywają się tak samo, są to dwa bardzo różne zjawiska. Na cyberprzemoc rówieśniczą najbardziej są narażeni ci, którzy są ofiarami tej tradycyjnej przemocy: zwykłej, szkolnej, gdy ktoś jest bity, przezywany, wykluczany z grupy itd. Jednocześnie bardzo często sprawcy wykorzystują możliwość i robią krzywdę dodatkowo, korzystając z internetu.

Można by więc powiedzieć, że szczególnie często ofiarami ataków w internecie są młodzi ludzie, którzy w ogóle są narażeni na wiktymizację, czyli bycie ofiarą przemocy rówieśniczej w szerszym znaczeniu. Bardzo rzadko jest tak, i potwierdzają to wszystkie badania, że ktoś ze strony swoich rówieśników z klasy doświadcza tylko przemocy w internecie. Najczęściej cyberprzemoc jest jednym z elementów prześladowania kogoś.

Zgodnie z wynikami badań czynnikiem ryzyka są specjalne potrzeby edukacyjne, to znaczy, że na cyberprzemoc narażone są dzieci z dowolną niepełnosprawnością, ale także z takimi problemami jak np. trądzik czy poważne zmiany skórne. Dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, niesłyszące i słabosłyszące, otyłe itd. dwu-, trzy-, a nawet czterokrotnie częściej padają ofiarami przemocy – różnej, nie tylko cyber-. Ryzyko zwiększa każda inność: w zakresie sytuacji materialnej, wyglądu czy zainteresowań. To oczywiście nie jest tak proste, że wystarczy być innym i od razu się będzie ofiarą, natomiast niewątpliwie jest tak, że wówczas to ryzyko rośnie.

Mówiąc o szkolnej agresji, również tej online, często myślimy głównie o ofierze prześladowania i wsparciu, jakiego należy jej udzielić. Co ze sprawcami cyberprzemocy i jej świadkami?

JP: Gdy zaczynaliśmy się zajmować przemocą w szkole, jakieś 45–50 lat temu, zwracaliśmy uwagę głównie na ofiarę i sprawcę, to były najważniejsze osoby. Szukano związków, zastanawiano się, kim jest sprawca, próbowano szukać jego profilu psychologicznego, rodzinnego. Dopiero później zaczęto się interesować dynamiką ekologiczną, czyli wszystkimi uczniami w klasie.

Zaczęto – np. Christina Salmivalli, fińska badaczka – zajmować się też świadkami. Dlaczego? Dlatego, że ich postawa może być zróżnicowana i przynosi bardzo różne efekty. W najgorszym przypadku świadkowie (bicia, przezywania, wykluczenia z grupy czy cyberprzemocy) wspierają sprawcę: śmieją się z tego, co on robi, popierają go, zachęcają. W innej sytuacji świadkowie są obojętni, mówią „to nie moja sprawa, że kogoś przezywają, obrażają w internecie, ten, komu to robią, nie jest dla mnie ważny”. Jest wreszcie najbardziej pożądana sytuacja, wtedy gdy ci, którzy są świadkami, wyrażają dezaprobatę albo – gdy są bardzo odważni – wprost konfrontują się ze sprawcą. Bronią ofiary, niekoniecznie agresywnie, ale jasno stawiają granice. Pocieszają ofiarę albo szukają wsparcia, zgłaszają się po pomoc. Badania na świecie pokazują, że bardzo obiecująca jest właśnie praca ze świadkami, bo po pierwsze jest ich najwięcej, a po drugie nawet gdy tylko nieliczni podejmą takie działania, to przynosi to już efekt. Chodzi nie o to, żeby się odezwali wszyscy, ale ktokolwiek.

Jest jeszcze jedna grupa, o której jeszcze nie wspomnieliśmy, bardzo trudna i według badań najgorzej funkcjonująca, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne – grupa tzw. sprawco-ofiar. To młodzi ludzie, którzy sami są ofiarami przemocy rówieśniczej, a jednocześnie w stosunku do kogoś innego są jej sprawcami.

Lepiej zapobiegać niż leczyć – to zdanie z przysięgi Hipokratesa można odnieść również do aktów internetowej agresji. Podczas webinaru „Cyberprzemoc w szkole – powiedz STOP” wspominał Pan o strategii sadzenia lasu. Na czym ona dokładnie polega i jakie działania profilaktyczne warto podejmować w swojej szkole czy klasie?

JP: Skuteczna profilaktyka obejmuje różne rozwiązania, które mogą wydawać się bardzo proste, jak np. przesadzanie uczniów w ławkach, żeby każdy mógł posiedzieć z każdym. Za prostą metodą kryje się jednak konieczność długiego, odpowiedniego przygotowania metodycznego. Gdy przechodzi się do praktyki, okazuje się, że kryje się dużo pułapek, możemy popełnić dużo błędów, jest dużo szczegółów, na które trzeba zwrócić uwagę.

Ta strategia sadzenia lasu to wszystkie działania, które dają uczniom w nowej klasie możliwość pobycia ze sobą, współpracy, wytworzenia więzi. To właśnie te więzi są hamulcem przemocy: i cyber-, i tradycyjnej. Jeżeli łączy mnie z kimś jakaś „linka”, „sznurek”, to nie mam ochoty robić takiej osobie krzywdy, nie mam takiego napędu, nie rodzi się we mnie coś takiego, ten sznurek hamuje. Wtedy niezbyt przyjemnie patrzy się też na sytuację, w której krzywdzona jest bliska osoba, kolega czy koleżanka. Nie da się wtedy tego obserwować i się śmiać, trzeba zrobić coś innego.

Stworzenie tego typu sznurków, takich połączeń między młodymi ludźmi, daje szansę na to, że w tym zespole klasowym przemoc nie będzie się tak łatwo pojawiać, nie będzie się utrzymywać. A nawet jeśli już się pojawi, to nie będzie się tak dynamicznie rozwijać. Te sznurki i wspólnota klasowa – właśnie to chcę podkreślić – chronią przed wszystkimi formami przemocy rówieśniczej.

Dziękujemy za rozmowę!

18.06.2021

Najnowsze artykuły

5 pytań o… cyberprzemoc w szkole - Ogólnopolska Sieć Edukacyjna